Recenzja książki Filipa Springera "Miasto Archipelag"

Miasto, archipelag i ból fantomowy – recenzja książki Filipa Springera „Miasto Archipelag”

Najnowsza „produkcja” – bo mowa tak naprawdę o przedsięwzięciu wykraczającym poza 320 zadrukowanych stronic [1] - Filipa Springera ukazała się 12 września 2016 nakładem krakowskiego wydawnictwa Karakter i bardzo szybko doczekała się co najmniej kilku pozytywnych recenzji, podkreślających m.in. socjologiczny walor opracowania. W chwili, gdy autor przemierza miasta i miasteczka Polski promując swoje najnowsze dzieło, warto jeszcze raz zastanowić się nad walorami projektu, nie dość, jak się wydaje, dotychczas wyeksponowanymi.

Fantomowo, ale jednak boli

Głos autora wpisuje się w zaznaczającą się coraz śmielej w przestrzeni publicznej dyskusję o statusie i sytuacji społeczno-ekonomicznej polskich miast, w szczególności małych i średniej wielkości (największe, pod względem liczby mieszkańców, opisywane przez Springera miasta to ponad dwustutysięczne Częstochowa i Radom, najmniejsze, ponad czterdziestotysięczne – Sieradz, Ciechanów, Krosno, Tarnobrzeg, Skierniewice). Godne uwagi są w tym kontekście m.in. eseje, analizy i wywiady publikowane w jagiellonski24.pl w ramach cyklu „Polska małych miast”, w tym poruszające – obecny również w książce Filipa Springera – wątek deglomeracji [2]. Na potrzebę wzmocnienia roli małych i średniej wielkości miast wskazuje również projekt „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, czyli dokumentu, który ma wyznaczać kierunki rozwoju społecznego i gospodarczego Polski w ciągu najbliższych lat, opracowywanego pod kierunkiem wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Podejmowana jest również dyskusja z założeniami Strategii, również tymi odwołującymi się do polityki regionalnej i miejskiej [3].

Na tle podejmowanych analiz: politologicznych, prawnych, ekonomicznych i socjologicznych, książka Springera wydaje się koniecznym uzupełnieniem. Żywy charakter przedsięwzięcia, wzmocniony reporterskim zmysłem i wyczuciem autora (dobór osób, historii: dalszych i bliższych, tematów, puent jak np. czerwony atrament [4] czy pokazanych przy pomocy fotografii, odwiedzanych miejsc) oraz kompozycją (lejtmotyw #z drogi) zapewnia dziełu zasłużoną ocenę majstersztyku w kategorii reportażu. Dodatkowej ekspresji dla budowanych z pieczołowitością obrazów są scenki ze swobodnego przemieszczania się autora po zakątkach opisywanych miastach i błyskotliwie dobrane dialogi (ale to dla osób śledzących Filipa Springera w mediach społecznościowych nie powinno stanowić nowości).

Jak jednak szybko zauważono po premierze książki, nie jest to tylko kolejny, świetny reportaż. Nie mniej ważny jest socjologiczny obraz, który powstaje przy próbie złożenia opowiedzianych historii w całość. Jest to wielowarstwowe, nieco impresjonistyczne dzieło o nieostrych barwach i konturach. Efekt ten zaś powstaje w wyniku nakładających się na siebie na przestrzeni lat i wieków zjawisk wywołanych ścieraniem się przypadku, pozostającej poza kontrolą ludzką łączności czasu i miejsca oraz intencjonalnej działalności ludzkiej, kończącej się raz sukcesem, raz porażką. Niektóre z takich zjawisk i ich znaczenie autor wskazuje wprost lub mocno sugeruje (np. tabelka zestawiająca liczbę ludności opisywanych miast w 1975, 1999 i 2015 roku, wiążąca zmiany demograficzne w opisywanych miastach z okresem wprowadzania reform administracyjnych), czasem w charakterystyczny dla siebie, naznaczony ironią sposób (np. „Klęski w dziejach miasta”). Inne zjawiska ujawniają się w toku uważnej lektury.

Technicznie rzecz biorąc, miasta łączy ze sobą utracony status stolicy województw utworzonych w 1975 i zlikwidowanych z końcem 1998. To jednak nie tworzy najmocniejszej klamry spajającej. Co prawda w większości miast między latami 1975 a 1999 widoczny jest – nieraz gwałtowny – przyrost liczby ludności, a po utracie statusu województwa większość miast mierzy się z depopulacją, ale jednak nie wszystkie, w wybranych przez autora 3 punktach pomiaru (1975, 1999, 2015), jej doświadczają (mówimy o porównaniu 3 punktów w czasie). Przywoływane w rozdziale „Ból fantomowy” wyniki badań zespołu prof. Pawła Swianiewicza wskazują na niejednoznaczny charakter wpływu reformy. Nie można z całą pewnością stwierdzić ani tego, że utrata statusu wojewódzkiego to przysłowiowy „gwóźdź do trumny” rozwoju miast, ani przypisać administracyjnej decyzji o ulokowaniu siedziby województwa znaczenia motoru rozwoju. Rozdział o „bólu fantomowym”, wskazujący na opłakiwanie przez samorządowców utraconego statusu to jednocześnie przywołanie przykładu prężnego rozwoju gospodarczego Bielska-Białej. Ot, wyspa niekoniecznie pasująca do innych, a jednak wchodząca w skład archipelagu.

Ból myślenia o mieście

Springer opisał w nowej książce różne grupy, indywidualności i sposoby myślenia o mieście. Prawie każdy sposób ujawnia taki lub inny, realny ból. I jest to cecha wspólna, przewijająca się w całej opowieści o 31 miastach. Gdzie umiejscawia się źródło bólu?

Znaczenie pierwiastka historycznego

Jak zwróciła uwagę w swoim wpisie badaczka miejska, M. Kubecka, Filip Springer z lubością i biegłością korzysta ze znakomitego warsztatu historyka [5]. Wypada jednak wyjaśnić, że z całą pewnością w „Mieście Archipelagu” nie chodzi o prezentację tegoż warsztatu. Chodzi raczej o zwrócenie uwagi i podkreślenie znaczenia historii dla bieżącego poziomu rozwoju opisywanych miast.

Bez względu na długość historii miasta, niemal w każdym mieście doświadczającym jakiejś postaci degradacji (społecznej, architektonicznej, komunikacyjnej bądź wszystkich na raz) włodarze miejscy i decydenci nie biorą pod uwagę historii albo traktują ją w sposób wybiórczy, wygodny dla bieżących działań. Uważny czytelnik odnajdzie w książce bez trudu stosowne przykłady.

W podobnym kontekście, swoistego „wyprania z historii”, rozpatrywać trzeba okres podziału na 49 województw, obejmujący ponad 23 lata. Tymczasem problemy miast i jego mieszkańców to nie tylko „tu i teraz”, bankrutujący zakład pracy, ani nawet opustoszałe gmachy przypominające lata świetności. Problemy nasilają się wraz z niekompatybilnością bieżących działań i procesów gospodarczych, politycznych, administracyjnych w stosunku do historycznej trajektorii rozwoju, której świadomość ułatwia zdefiniowanie potencjałów rozwojowych miast. Godnym podkreślenia jest wkład książki w uświadomienie powszechnego braku zmysłu historycznego, koniecznego, by na organizm miasta patrzyć tak, jak Springer: erudycyjnie, ale i rozumiejąco. W codziennym życiu samorządów miejskich brak ten przekłada się na lekceważący stosunek do skumulowanych wcześniej doświadczeń i wysiłków pokoleń, niezdolność do wykorzystywania wypracowanych kapitałów, a czasami niezrozumiałe, wręcz małostkowe odwracanie się od przeszłości (np. kwestia uhonorowania Janusza Pieczkowskiego w Nowym Sączu, negacja niemieckiego, przedsiębiorczego wkładu w rozwój miasta w Legnicy). Zbyt łatwo pozbywamy się tego, co wartościowe, dokonując klasycznego „wylania dziecka z kąpielą”. Jak podkreślają rozmówcy Springera, z punktu widzenia osób z zewnątrz, np. inwestorów, to sprawia, że jesteśmy na gruncie kulturowym nieprzewidywalni.

Centralizować czy decentralizować?

Kolejnym powielającym się wątkiem w Archipelagu jest zagrożenie płynące z nadmiernej centralizacji. Próby „utowarowienia” poszczególnych miast, jednostronnego powiązania ich funkcji i rozwoju z konkretnym przemysłem, a czasami wręcz jednym, dominującym zakładem przemysłowym często kończą się kryzysem i późniejszymi trudnościami adaptacyjnymi (m.in. przykład Wałbrzycha, Tarnobrzegu). Swoistą antytezą, tym ciekawszą, że umiejscowioną w realiach Polski Gomułki i Cyrankiewicza, jest przykład sukcesu opartego na decentralizacji i wykorzystaniu lokalnego potencjału (uruchomionego przez przedsiębiorcze i wyposażone w możliwości działania jednostki), tzw. „eksperyment” nowosądecki. Niestety, również takie sukcesy mogą po latach stracić znaczenie w wyniku zdarzenia z silniejszymi gospodarczymi i politycznymi tendencjami.

Energia grzęźnie w Kaliszmarze

Reporterska opowieść Springera zbiera przykłady wielu nietrafionych decyzji administracyjno-politycznych, zestawiając je z potencjałem jednostek wykazujących się ponadprzeciętną energią i wolą działania. W wielu z opisywanych miast można wskazać osoby, które albo zostały i „próbują coś zdziałać”, wyróżniają się kreatywnością i poszukują swej niszy w globalnej gospodarce albo wyjechały, zatęskniły i wróciły. Aktywne jednostki rozbijają się jednak często o „Kaliszmar”. Zagrożeniem dla ich energii jest brak partnerów do rozmowy, „nie da się”. Wyróżniający się aktywnością społecznicy z Kalisza twierdzą, że mimo prób „i tak nic nie mogą zrobić”. Mimo wszystko godne uwagi i naśladowania są starania mieszkańców, by podnieść oddolny dialog z władzami na odpowiedni poziom. Bez tych starań, najprawdopodobniej za kilka lat będziemy mówić o utraconej szansie.

Trudno, czytając kolejne strony książki, oprzeć się wrażeniu, że poznając historię zwykłych, a czasem niezwykłych ludzi kiwniemy ze zrozumieniem głową, podczas gdy czytając wypowiedzi niektórych przedstawicieli władz samorządowych będziemy nią kręcić z niedowierzaniem. Kaliszmaru doświadcza w końcu każdy. To jednak prawdopodobnie nie tylko kwestia indywidualnej wrażliwości czytelniczej, ale też efekt kompozycji przyjętej przez autora, który zestawia i przeplata historie jednych z drugimi.

Kultura (nie) boli

Za kluczowy wątek w „Mieście Archipelagu” należałoby uznać również, ujmujące niekiedy formą, zaznaczenie historii i kultury w rozwoju miasta. Co prawda odwołują się do nich poszczególne, twórcze jednostki (piękna opowieść rodem z Chełma), natomiast systemowo, historia i jej kulturotwórcze oddziaływanie pozostają niewykorzystane (a już na pewno nie na miarę potencjału) w celach rozwojowych. Jednym z głównych mankamentów polityk rozwoju jest pomijanie lub marginalizowanie kultury jako koła zamachowego rozwoju. Uwaga ta jest istotna zwłaszcza dziś, gdy dyskutujemy o projekcie i założeniach reindustrializacji w Polsce. Springer w przekonujący sposób pokazuje, w skali 31 miast, że ich kłopoty biorą się nie tylko z samego faktu reformy administracyjnej, upadku bądź likwidacji zakładów przemysłowych, ale również z zaniedbań względem kultury, jako potrzeby wyższego rzędu i jako sektora gospodarki.

Mimo tego, że większość opisywanych miast ma do zaoferowania bogatą i ciekawą historię, sztukę, nieliczne samorządy wykorzystują te atuty w celach promocji. O miastach tych mało się słyszy, a jeśli już, to bardziej w kategoriach kuriozum niż atrakcji. Promocja i przemyślane tworzenie marki regionu to jedna z większych bolączek miast. A że wiele pozytywnych zmian zaczyna się od zmiany wizerunku, świadczy przykład Słupska.

To… dokąd, w tym Archipelagu?

Wymowę książki najlepiej oddaje podsumowanie pochodzące z bloga projektu:

Byłe miasta wojewódzkie nadal są ważnymi centrami życia gospodarczego i kulturalnego. Poszukiwania własnej, niezależnej drogi rozwoju często przynoszą tu nieoczekiwane i fascynujące rezultaty, którym poświęca się zbyt mało uwagi w mediach skupionych na stolicy. Trzydzieści jeden ośrodków tworzy archipelag możliwości, szans, frustracji i rozczarowań. Pozytywna energia i determinacja mieszają się tu ze zwątpieniem i rezygnacją. Miasto Archipelag często zamieszkują ludzie przekonani, że miejsce, w którym żyją, jest najlepsze na świecie. Opuszczają je ci, którym tę wiarę odebrała brutalna rzeczywistość [6].

Jej znaczenie natomiast trafnie moim zdaniem ocenił Rafał Hetman:

(…) "Miasto Archipelag" jest taką książką, która im będzie starsza, tym większa będzie jej wartość. Springer zatrzymał w niej Polskę lat 2015-2016 z jej problemami i marzeniami. Ciekawie będzie wracać do jego pracy za 10, 20 i 30 lat [7].

Sądzę, że dodatkowo można zachęcić czytelników, zwłaszcza badaczy miejskich, do fizycznej, fascynującej, a niekiedy niebezpiecznej (#busiarze) podróży w Archipelag. Z książką, jak mapą w ręku (o mapach w książce też znajdziecie kilka ciekawostek).

Przypisy:

[1] Reporterski projekt „Miasto Archipelag” obejmował również m.in. stworzenie bloga dokumentującego kolejne przystanki reporterskiej podróży: miastoarchipelag.pl, 24.10.2016

[2] Wywiad Bartosza Brzyskiego z dr. Rafałem Matyją, „Matyja: Nie wszystko musi być w Warszawie”, link , 24.10.2016

[3] Świeżym przykładem jest analiza M. Bukowskiego, opublikowana 20.10.2016, link , 24.10.2016

[4] By nie psuć czytelnikom zabawy, odsyłam bezpośrednio do lektury książki. Ewentualnie, na skróty, do Slavoja Żiżka.

[5] M. Kubecka, Jesień średnich miast, 24.10.2016

[6] Blog projektu "Miasto Archipelag", 24.10.2016

[7] R. Hetman, Miasto Archipelag, 24.10.2016

Sposób cytowania:

D. Szklarczyk, Miasto, archipelag i ból fantomowy – recenzja książki Filipa Springera „Miasto Archipelag”, Fundacja Rozwoju Badań Społecznych, Kraków, 2016. link: http://www.furbs.org/index.php?id=38&type=article
Powrót

Komentarze (0)

Drogi Gościu

Informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies.

Pozwalają nam one gromadzić informacje dotyczące statystyk oglądalności strony.

Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich, zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.